Na początek wspomnę krótko o sobie.
Jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na trwałe.
Od urodzenia borykam się z wielkim niedomaganiem słuchowym, którego we wczesnym dzieciństwie co jest ze mną lekarze nie mogli rozpoznać.
Tak było jak za tamte czasy, gdzie medycyna nie była tak technicznie udoskonalona.
W dzieciństwie nie chorowałam na uszy. Natomiast lekarze rozłożyli ręce na bezradność w wyleczeniu.
Od dzieciństwa noszę aparat słuchowy na oba uszy. Początkowo w postaci małego pudełka w którym przechowywałam w małej kieszonce.
Jak to dziecko gdy biegałam, to aparat słuchowy wyleciał z kieszonki i trzask!
Oj, nabawiałam się kłopotów z naprawianiem aparatu.
Później w wieku dojrzewania już miałam aparat słuchowy które było w montowane w ramce okularów. Musiałam wtedy nosić okulary ze względu na korektę wzroku zeza. I tak jest do dzisiejszego dnia.
Będąc osobą niepełnosprawną w dzieciństwie stroniłam się od towarzystwa.
Stroniłam się z tego względu ze niewyraźnie mówiłam.
Dzieci jak to dzieci wyśmiewali się z mojej mowy i z niedosłyszenia.
Jeszcze gorzej gdy niedosłyszałam konkretnej mowy to i nieprawidłowo odpowiadałam, nie na temat.
Można sobie wyobrazić jaka była wtedy ogólna reakcja.
W zależności od środowiska gdzie w tym czasie przebywałam to czułam się różnie z powodu niepełnosprawności.
Były nie jedne przykrości i wylewane łzy oraz chowanie się w kącie by nikt nie widział mnie cierpiącą w swoim kalectwie.
Było wiele buntów, dlaczego mnie to spotkało?
Jak w życiu wyglądały problemy słuchowe.
Gdy chodziłam do przedszkola najgorsze było to ze jak wprowadzono pierwsze radyjka. Pierwsze radia były wtedy nowością i nadawane były audycje dla przedszkolaków.
Wszystkie dzieci siadały przed odbiornikiem radiowym. Trzeba było słuchać z radia.
Mnie to irytowało, bo praktycznie słyszałam głos ale nie rozumiałam co mówi radio.
Kręciłam i wierciłam się na wszystkie strony, ze rozpraszałam uwagę innym.
Jednym słowem przeszkadzałam w słuchaniu.
Tak było też w słuchaniu przedstawień teatralnych i kukiełkowych.
W szkole podstawowej najgorzej było w pisaniu dyktanda oraz pisanie ze słuchu.
Praktycznie niewiele mogłam uchwycić prawidłowe zrozumiałe słowa.
Nauczyciele gdy byli ustawiani w taki sposób ze widziałam twarz nauczyciela to mimo słabego odbioru słuchowego, mogłam jeszcze odczytać z układu ust i mimiki twarzy.
Najgorzej jak nauczyciel chodził od tablicy do końca klasy i z powrotem.
Słyszałam głos jakby szmery ale nic nie rozumiałam.
Często przepisywałam lekcje z boku od sąsiadów tzn. koleżanek i kolegów. Natomiast nauczycieli pytałam i prosiłam o powtórzenie, czego nie rozumiałam.
Nauka była bardzo ciężka bo w domu musiałam powtarzać i czytać z książek. By cokolwiek coś z czegoś nauczyć i zrozumieć, czy nawet by zdobyć lepszą ocenę to musiałam dobrze i to za nadto dobrze popracować w nauce. Zabierało mnie to potwornie dużo czasu jakby podwójnie przerabianie odpowiedniego materiału. Musiałam podwoić zaangażowanie i wysiłek psychofizyczny.
A było nieraz, ze nie nadążyłam z przerabianiem lekcji z powodu z brakiem czasu i nadmiernego przeciążenia psychofizycznego. Potrzebowałam wtedy odpoczynku i rozrywki.
Nie było wtedy możliwości nagrywania na kasetki, ani nie było możliwości kserowania materiałów.
Natomiast z postępowania z nauczycieli to było różnie.
Czasami było nie fair ze doprowadzało mnie do rozgoryczenia i do płaczu. W większości przypadku wszelkie emocje tłumiłam wewnętrznie.
W niektórych miejscach widziałam niesprawiedliwość nauczycieli i nie mogłam się z tym pogodzić.
Natomiast do bardziej tolerancyjnych nauczycieli to jestem bardzo wdzięczna za okazaną wyrozumiałość i pomoc w nauce.
Zaznaczam ze chodziłam do normalnej szkoły jak wszystkie dzieci chodzą. Nie miałam specjalnej troski ani indywidualnej nauki integracyjnej.
Jak pokonywałam bariery w komunikowaniu się.
Oto niektóre przykłady i ogólnie moje zachowanie w rozwiązywaniu problemów.
Trudno jest wybierać dobrych recept najlepszych rozwiązań. W życiu różnie to wychodzi.
Powszechnie w trudnej sytuacji które u mnie występuje to defekt inwalidzki w postaci bardzo dużego niedosłuchu i słabego wysławiania się w formie niepoprawnej wymowy.
Choć przyzwyczaiłam się do tego stanu niepełnosprawności to dla mnie w moim odczuciu jako mniemanie był to kompleks poczucia niższej własnej wartości, jako człowiek drugiej kategorii. Nie miła własna wartość człowieczeństwa.
Sprawiało mi to wiele kłopotów i trudności w pokonywaniu wszelkiej bariery w komunikowaniu się.
W zależności od sytuacji w której się znajdowałam stała się niezręczna atmosfera.
Była trudna sytuacja do opanowania i zachowania równowagi psychicznej. Mimo trudności w likwidacji bariery w komunikowaniu się to jednak próbowałam osiągnąć wymarzony cel w postaci proszenia o powtórne powtórzenie niesłyszalnej rozmowy oraz wykorzystania okazji w celu zdobycia utraconych chwil związane z niedosłuchem.
Gdy coś jest interesujące tematycznie to będąc w gorszej sytuacji bezradności, byłam i czasami teraz jestem niezadowolona.
Czułam wtedy niesmak. Odczuwałam pustkę, niedosyt wiedzy, przygniatające poniżenie.
Zazdrość mnie chwyciła ze inni słyszeli i wiedzą a ja… nie?
Po chwili opanowania i namysłu w zależności od danej sytuacji nabrałam odwagi choć nie zawsze, w zależności od nastroju samopoczucia.
Motywacyjnie pobudzało a mnie by działać do osiągnięcia celu i uzyskać minioną stratę wiadomości z powodu braku słyszalności.
W zależności od samopoczucia bywa tak ze poprzestaję na tym i zmuszona jestem pogodzić się z tą niepełnosprawnością.
Wewnętrznie buntuję się dlaczego mam nie słyszeć i nie wiedzieć?
Dlaczego? Inni wiedzą a ja… nie ?
Bywały sytuacje ze mimo silnej koncentracji uwagi oraz błędnym przekonaniu o pewnej słyszalnej rozmowy to jeszcze bardziej komplikuje się zdarzenie. Nie zawsze wychodzą wypowiedzi zgodne na temat. Wiele razy bywało tak ze nie raz moja wypowiedziana odpowiedz wywołała śmiech słuchających.
I co wtedy czułam ?
Zażenowanie i niesmak, jakże było mi wielce przykro?
To było spowodowane ze źle usłyszałam i źle odebrałam niezrozumiałą mowę.
W tym czasie w zależności od środowiska gdzie przebywałam to próbowałam ipróbuję jakoś załagodzić sprawę. Wśród najbliższych i znajomych jest wtedy duża tolerancja i zrozumienie. Mogę liczyć na sprostowanie błędów i wyrównanie poziomu zdobycia zainteresowanej wiedzy.
O jakże jestem wdzięczna tym osobom a mnie podnosi skrzydła ku większej zdobyciu wiedzy i mobilizuje mnie do dalszego działania.
Gorzej jest gdy jestem w nieznanym środowisku to różne są wykorzystywane warianty rozwiązania sytuacji.
Dla przykładu podam jedno zdarzenie: przebywając w środowisku gdzie odbywają się duże konferencje oraz luźne rozmowy w czasie przerw jest nieznośny hałas prawie wszystkich rozmawiających osób.
W indywidualnej rozmowie z pojedynczymi osobami w hałasie nie można zrozumieć konkretnych słów.
Słyszę głos ale nie rozumiem o co chodzi. Ogólny hałas uniemożliwia dobrego odbioru głosu zrozumiałej mowy.
Mimo korzystania z aparatu słuchowego to nie zawsze jest efektywny odbiór słuchowy.
Nie zawsze mam ochotę prosić o powtórzenie, czasami proszę ale powtórnie powtórzenie tez nie zawsze daje rezultaty z odbiorem zrozumienia słów.
Czasami to mnie żal ściska do gardła ze nie potrzebnie wypowiada druga osoba gdy odbieram nieprawidłowo mowę.
Tym razem nie próbuję przedłużać rozmowę i nie wyciągam już konkretnego tematu.
Sytuacja staje się niezręczna. Udaję ze dobrze zrozumiałam i czekam aż druga osoba skończy rozmowę.
W tym czasie czuję przykrość i zawstydzenie z powodu niemocy i bezradności.
W ostateczności mogłabym z odwagą i przeproszeniem ogółu prosić o powtórne powtórzenie niesłyszalnej rozmowy czy wiadomości. Nie zawsze mogę to zrobić w zależności od miejsca przebywania i rangi wagi poruszonego tematu.
Dominuje bardziej dezorientacja, wstyd i strach przed innymi.
Drugim wariantem pozostaje mi wtedy prosić indywidualną raczej znaną i zaufaną osobę o zdanie relacji wypowiedzianych słów konkretnego tematu. Najczęściej bywają odpowiedzi w formie streszczenia ogólnej wypowiedzi danego tematu i miejsca.
Często zadaję pytania by lepiej zrozumieć o co chodzi w danej tematycznej sytuacji.
Lepszą sprawą jest gdy dostanę obfite drukowane materiały interesującej wiedzy danego tematu.
Jakże są duże efekty zdobywania wiedzy i jestem bardzo zadowolona.
W życiu nie zawsze można liczyć na drukowane materiały.
Bardzo często aktywnie szukam możliwości zdobycia wiedzy w postaci czasopism, książek, broszurek czy nagrań kaset lub płyt.
Innym razem bywają sytuacje ze często słyszę niekorzystne i nieżyczliwe wypowiedzi osób takie jak:
* lepiej żebyś nie wiedziała;
* po co ci to;
* to jest niepotrzebne dla ciebie;
* nie powtórzę dokładnie jak to było mówione:
* a dobrze ze nie słyszałaś:
* po co się wtrącasz:
* cicho bądź itp.
Słuchając te wypowiedzi to napawa mnie poniżeniem poczucia własnej wartości mojej osoby. Jakże wtedy mam wielki smutek, żal wywołujący płacz i bunt oraz niedosyt wiedzy. Trudno przełknąć gorzką pigułkę.
Nie dobrą rzeczą jest siedzieć cicho, być biernym i nie działać w tym kierunku ku zdobycia słyszalnej mowy i wiedzy.
Taki stan prowadzi do obniżenia stanu intelektualnego i emocjonalnego mojej osoby.
Wybrać najlepsze warianty rozwiązania problemu w mojej sprawie to nie jest takie łatwe.
Nie jest tak jakby człowiek by chciał. Często muszę pogodzić się z niekorzystną sytuacją.
Bywają sytuacje gdy naprawdę na czymśi zależy to aktywnie sięgam do dyskusji indywidualnie do doradców, mediów, literatury, czasopisma, internetu i wiele innych możliwości. Nie zwracając uwagi na swoje ułomności. Aktywnie działam.
Często piszę indywidualnie prosząc o informacje, porady czy o wyjaśnienie lub rozwiązania sprawy.
Ostatnio widzę wielkie dobrodziejstwo w korzystaniu internetu przez pocztę mailową, czaty tekstowe i wideo audiowizualne bezpośrednio na bieżąco daną sytuację oraz forum dyskusyjne.
Technika w obecnym czasie pokazuje wiele możliwości i korzyści w mojej niepełnosprawności.
Natomiast w indywidualnej jak i w gronie licznej rzeczy w kontakcie osobistym jest wiele do życzenia, choć nie zawsze.
Zycie pokazuje różnie choć staram się w miarę moich możliwości wykorzystać dobre elementy i korzystne strony do rozwiązywania sprawy.
Staram się we wszystkim dążyć do załagodzenia sytuacji by nie doprowadzać do rozdrażnienia i spiętrzenia sprawy i zdarzenia.
Gdy trudności zostają pokonane, wtedy mam bardzo wielką satysfakcję.
Jakże wtedy cieszę się jak małe dziecko ze mimo wielkiej bariery w komunikowaniu się, w tym zdobytym doświadczeniu mogę pomóc innym osobom. Mogę doradzić, ba nawet zastąpić daną osobę w załatwianiu pozytywnej danej sprawy.
Ostatnio często pomagałam w załatwianiu spraw osób głuchoniemych w sprawie komunikowania się.
W innym przypadku w chwilach bezradności to muszę pogodzić się z tym co mi życie przyniesie.
Bywają chwile zawziętości i uporu ze nie daruję tej sytuacji to jednak działam do skutku aż do osiągania sukcesu.
Cieszę się ze mimo ograniczeń dobrego odbioru słuchowego to jednak mam większy spokój wewnętrzny.
Dzięki Bogu.
Wierna szansa